czwartek, 10 lipca 2014

Od Shelby - "Moja przeszłość..."

Hej. Jestem Shelby. Rio. Matka nazywała mnie Candy, po prostu nie lubiła mojego imienia. Urodziłam się w Nowym Yorku. Miałam mamę, tatę, brata i siostrę. Jednak pewnego dnia moi rodzice wyjechali do Glen Burnie. I nie wrócili. Dowiedziałam się, że mieli wypadek samochodowy, bo jakiś stuknięty tir jechał po pijaku. Rodzice zmarli w szpitalu. Obydwoje. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam gdzie się podziać i co zrobić z rodzeństwem. Zostaliśmy rozdzieleni do różnych rodzin zastępczych. Chyba najbardziej płakałam przy pożegnaniu z Angie i Mike'em. W końcu wsiadłam do taksówki i zapłakana, przez brudną szybę samochodu rzucałam ostatnie spojrzenie rodzeństwu. Obiecałam sobie, że kiedyś ich znajdę. Tymczasem jechałam brudną, żółtą taksówką. Dokąd? Do Bakersfield. Daleko stąd. Ale trzeba było.
*  *  *
Obudził mnie szturchający taksówkarz. 
- Wstawaj, dojechaliśmy na miejsce. Ten dom - rzucił opryskliwie i niemal wywalił mnie z taksówki.
Wysiadłam wkurzona i zapukałam do drzwi. Otworzyło mi małżeństwo (chyba po czterdzistce)
- Dzień dobry... Jestem Shelby - wyjąkałam.
- Witaj w domu Shelby! - radosnym głosem powiedziała pani. - Jestem Esmeralda, a to mój mąż - Alex.
Nie mogłam się przyzwyczaić. Miałam swój pokój, Esmeralda i Alex wydawali się być całkiem normalnymi, porządnymi ludźmi. Jednak czułam się samotnie. 
* * * 
Po kilku miesiącach Esmeralda i Alex oznajmili mnie, że zapisali mnie do szkoły. 
- Jakiej? - zapytałam cicho.
- Musical Arts School. 
- Ale to chyba... w Paradise, tak?
- Tak. Będziesz mieszkała w akademiku.
Nie mogłam protestować, nie chciałam zasmucać Esmeraldy. 
* * *
Znowu przed domem stała ta brudna żółta taksówka.  Pożegnałam się z moja rodziną zastępczą. Teraz już nie płakałam. Uodporniłam się na to. Wsiadłam do taksówki. Wetknęłam słuchawki w uszy i zapodałam Green Day'a. Spojrzałam przez okno. Alex pociesza zapłakaną Esmeraldę. Polubiłam ich, ale nie aż na tyle, żeby płakać. Pomachałam do nich i odjechałam. 
* * *
Wysiadłam przed szkołą. Wyjęłam swoją maleńką walizkę, gdzie miałam wszystko czego mi było potrzeba. Ruszyłam w stronę wejścia. W szkole szłam długim korytarzem. Znalazłam gabinet dyrektorki. Ta, dała mi do podpisania jakieś papiery i kluczyk od pokoju. 222. Znalazłam szybko akademik dla dziewczyn. Otworzyłam drzwi. W pokoju siedziała biało-włosa dziewczyna. Widocznie nie miałam mieszkać sama. W pokoju znajdowały się 3 łóżka, co oznaczało, że może dojść jeszcze jedna współlokatorka. Weszłam do pokoju. 
- Hej - rzuciłam do dziewczyny. - Jestem Shelby. Dla przyjaciół Sloane.
< Lavender? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz