* * *
Obudził mnie szturchający taksówkarz.
- Wstawaj, dojechaliśmy na miejsce. Ten dom - rzucił opryskliwie i niemal wywalił mnie z taksówki.
Wysiadłam wkurzona i zapukałam do drzwi. Otworzyło mi małżeństwo (chyba po czterdzistce)
- Dzień dobry... Jestem Shelby - wyjąkałam.
- Witaj w domu Shelby! - radosnym głosem powiedziała pani. - Jestem Esmeralda, a to mój mąż - Alex.
Nie mogłam się przyzwyczaić. Miałam swój pokój, Esmeralda i Alex wydawali się być całkiem normalnymi, porządnymi ludźmi. Jednak czułam się samotnie.
* * *
Po kilku miesiącach Esmeralda i Alex oznajmili mnie, że zapisali mnie do szkoły.
- Jakiej? - zapytałam cicho.
- Musical Arts School.
- Ale to chyba... w Paradise, tak?
- Tak. Będziesz mieszkała w akademiku.
Nie mogłam protestować, nie chciałam zasmucać Esmeraldy.
* * *
Znowu przed domem stała ta brudna żółta taksówka. Pożegnałam się z moja rodziną zastępczą. Teraz już nie płakałam. Uodporniłam się na to. Wsiadłam do taksówki. Wetknęłam słuchawki w uszy i zapodałam Green Day'a. Spojrzałam przez okno. Alex pociesza zapłakaną Esmeraldę. Polubiłam ich, ale nie aż na tyle, żeby płakać. Pomachałam do nich i odjechałam.
* * *
Wysiadłam przed szkołą. Wyjęłam swoją maleńką walizkę, gdzie miałam wszystko czego mi było potrzeba. Ruszyłam w stronę wejścia. W szkole szłam długim korytarzem. Znalazłam gabinet dyrektorki. Ta, dała mi do podpisania jakieś papiery i kluczyk od pokoju. 222. Znalazłam szybko akademik dla dziewczyn. Otworzyłam drzwi. W pokoju siedziała biało-włosa dziewczyna. Widocznie nie miałam mieszkać sama. W pokoju znajdowały się 3 łóżka, co oznaczało, że może dojść jeszcze jedna współlokatorka. Weszłam do pokoju.
- Hej - rzuciłam do dziewczyny. - Jestem Shelby. Dla przyjaciół Sloane.
< Lavender? >